26 kwietnia

Dziewczyna, która nie przywitała Fidela Castro

Mija szesnaście lat – czas, w jakim piszę dla CubaNet – odkąd próbuję napisać kronikę o tym, co przydarzyło mi się z Fidelem Castro, moim sąsiadem z Punto Cero*. Jeśli zapytano by mnie, dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej,  nie wiedziałabym, co odpowiedzieć. Na pewno nie przez brak odwagi.


Fidel Castro w roku 1959

Od tamtego roku wielokrotnie próbowałam to napisać, powiedziałam samej sobie kilka dni temu, na wypadek gdybym nie mogła przypomnieć mu historii, która wydarzyła się między nim a mną, w przypadku kiedy Bóg zadecyduje się w końcu zabrać go, by towarzyszył swoim przyjaciołom Leninowi, Stalinowi, Saddamowi Husseinowi, Gadafiemu, Chavezowi i wielu innym.



Miało to miejsce  w 1960 roku poprzedniego wieku, w starej siedzibie Ambasady Sowieckiej, w której organizowano przyjęcie z okazji 43. rocznicy Rewolucji Październikowej.

Wokół basenu Ambasady, otoczonego gęstymi drzewami, których gałęzie rozświetlały lampki, około trzydziestu osób siedziało przy stolikach.

Nagle tamta spokojna i przyjemna atmosfera, którą się delektowaliśmy została przerwana, a głośny hałas przypominający wybuch wstrząsnął wszystkim. U szczytu schodów prowadzących do basenu, jak posąd oczekujący wiwatów i honorów, pojawił się Fidel Castro, nieoczekiwanie, kontemplując swój spektakl.

Niczym owce, słuchające dźwięku dzwoneczka, wszyscy rzucili się w jego kierunku. Samotne kobiety chciały zobaczyć go z bliska, mężczyźni również. Mój szef, człowiek zrównoważony i o zdecydowanej osobowości, który zabrał mnie po raz pierwszy do ambasady, był jednym z pierwszych którzy wyrwali się do biegu, kiedy go zobaczyli, jak gdyby Fidel był zjawą, która spadła prosto z nieba.

Ja miałam wtedy zaledwie 20 lat. W kilka sekund dotarłabym do grupy oszalałych, którzy otoczyli Bohaterskiego Wojownika. Jednakże pozostałam na miejscu, siedząc i podziwiając panoramę. W jednym momencie odkryłam, że Fidel natarczywie się we mnie wpatrywał.

Mijały minuty. Nie wiem ile. Mnie wydawały się wiecznością.

Dzieliło nas ledwo dziesięć czy dwanaście metrów odległości. Pamiętam tę scenę jakby była częścią teatralnego przedstawienia.

Ja, jedyna osoba, która pozostała siedząca wokół basenu, i Fidel Castro, bardzo zdzwiony, z oczami wbitymi we mnie, jakbym była dziwadłem albo zwiastowała w tym samym momencie przyszłego wroga.

Upłynęło wiele lat, a ja nigdy nie byłam w stanie zapomnieć tamtej sceny i przede wszystkim jego spojrzenia, podczas gdy starał się słuchać tych, którzy go otaczali. Jestem pewna, że jeśli wciąż ma dobrą pamięć ten, który zawsze wie wszystko, co się mówi na jego temat, będzie również pamiętał tamten dziwny incydent znad sowieckiego basenu, z dziewczyną, która nie wstała, by go powitać.

Kiedy Manuel Corrales, mój szef z Narodowej Kubańskiej Komisji z UNESCO, wrócił do stołu, zdenerwowany i zaintrygowany, zapytał mnie, dlaczego nie pospieszyłam na spotkanie z Fidelem.

Doskonale pamiętam swoją odpowiedź:

-Bo przecież on mnie nie zna…

Spojrzał na mnie bez zrozumienia i wróciliśmy do przyjęcia, jak gdyby nic się nie wydarzyło.

Myślę, że wówczas my, kubańczycy, nadal nie zaznaliśmy takiego strachu przed okrucieństwem, którego dopuszczał się Niepokonany Komendant wobec tych, którzy nie zachowywali się właściwie w jego kraju.











____
*Punto Cero - hiszp. Punkt Zero, nazwa rezydencji Fidela Castro






(Tekst oryginalny: Tania Díaz Castro, La muchacha que no saludó a Fidel Castro, 24.04.2015, CubaNet
źródło zdjęcia :http://www.cubanet.org/wp-content/uploads/2015/04/Fidel-1959.jpg)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli spodobał Ci się nasz post, pozostaw po sobie jakiś ślad w postaci komentarza, będzie nam bardzo miło :) Pozdrawiamy i zapraszamy Cię do nas ponownie!

Tajemnica piosenki Madonny "La Isla Bonita" rozwiązana!

“UWAGA: Hotel znajduje się na La Palmie (Wyspy Kanaryjskie); NIE w Palmie na Majorce ani Palmie na Gran Canarii”, czyli o tym, jak pojech...