26 kwietnia

Powiew Buenos Aires

Powiew Buenos Aires



Czyli jak poznałem, czym jest Tango


Znacie to uczucie, kiedy spełniają się Wasze marzenia? A jeśli by tak połączyć dwie pasje: miłość do muzyki i języka, a przy tym poznać wspaniałych ludzi i ich kulturę?



Była połowa kwietnia, właśnie zeszliśmy ze sceny po kolejnym koncercie z Kumbią. Czarny Kot pękał w szwach i tlen skończył się już dawno. Wyszedłem na zewnątrz zaczerpnąć powietrza i podszedł do mnie Ariel. Znaliśmy się wcześniej głównie z widzenia. Bywałem na jego koncertach, on pojawiał się na naszych próbach, a czasami mijaliśmy się w Księgarni Hiszpańskiej, wymieniając zdawkowe hola albo inne półsłówka w których więcej było kurtuazji niż liter. Tym razem rozmowa też nie była długa:

- Tú no quieres tocar tango? - zapytał swoim argentyńskim akcentem.

Chciałem. I tak to się zaczęło.









Tango w dwóch słowach


Ponieważ późną wiosną kalendarz Kumbii był zapełniony, minęły niespełna 3 miesiące zanim ponownie spotkałem się z Arielem w jego mieszkaniu na Ołbinie. Towarzyszyła nam obowiązkowa mate oraz oraz snująca się z głośników muzyka. Zanim tak naprawdę dobrze usiadłem, Ariel niemal na jednym oddechu opowiedział jak wygląda organizacja u niego w zespole i czego ode mnie oczekuje. Potem przeszliśmy do muzyki. W ciągu pięciu minut okazało się, że moje pojęcie o tangu jest znikome, co jednak nie zraziło Ariela. Wymieniał kolejne utwory, które koniecznie chciał grać, wyszukiwał je na Youtubie, a potem odstawiał matero, chwytał bandoneon, a ja starałem się chłonąć każdy dźwięk, jakby był magicznym wytrychem, dzięki któremu przenosiłem się w rytmiczny świat elegancji i namiętności. Właśnie tak określiłbym tango w dwóch słowach: elegancja i namiętność.






Trudne początki


Po tym pierwszym spotkaniu z mieszkania Ariela wyszedłem pozytywnie nastawiony. Głowa pełna pomysłów i planów najbliższe tygodnie oraz teczka pełna nut. Wróciłem do domu, gdzie od razu zabrałem się do pracy. Kilka partytur było kopią kopii kopii rękopisu przepisanego pewnie przez kalkę, toteż wymagało przepisania na nowo. Z każdym dniem moje nuty pokrywała kolorowa mapa oznaczeń. Wciąż nie mieliśmy jeszcze pełnego składu zespołu, a dodatkowo stłukłem nadgarstek i przez 3 tygodnie grałem głównie lewą ręką. Pojawił się Paweł, basista, z którym mogliśmy pracować nad muzycznymi detalami. Mimo bólu ręki, który mocno ograniczał moje możliwości, całość zaczęła nabierać kształtów. 






Moje pierwsze tango


Spośród wszystkich utworów, do których nuty otrzymałem od Ariela podczas pierwszego, ale także kolejnych spotkań, większości nie znałem. Do tej pory tango kojarzyło mi się głównie z Astorem Piazzollą. To właśnie jego Oblivion jako pierwszy poszedł na warsztat. Spokojny, prosty i klimatyczny, w którym nie brak miejsca na własną inwencję. Pozwolił nam wyczuć się wzajemnie i zgrać zespół, a jednocześnie zawsze pozostawia nam pole do interpretacji i improwizacji, a wszystko to na stabilnym gruncie. Potem poszliśmy w nieznane, a po tym magicznym świecie prowadził nas Ariel.






Czym jest tango?


Podczas gdy my doskonaliliśmy nasz warsztat, Ariel uzyskał certyfikat instruktora tanga wydany przez Związek Nauczycieli, Tancerzy i Choreografów Tanga Argentyńskiego. Jak nam później opowiadał, aby zdać egzamin nie wystarczy tylko znać kroków. Trzeba wykazać się znajomością kultury argentyńskiej, jej tradycji i historii. Bo tango to nie tylko muzyka z akcentem i panie w pięknych sukniach. Tango to wieloletnia tradycja wspaniałego narodu, jego duma i najbardziej, obok Messiego, rozpoznawalny znak. To przede wszystkim wspaniali ludzie, których spotykamy przy okazji każdego koncertu i festiwalu. To środowisko, w którym obowiązują zasady, z których najważniejsza jest taka, że każdy jest mile widziany. Raz komuś pomożesz zawiązać krawat, innym razem ktoś pokaże ci podstawowe kroki i figury. Może się zdarzyć, że nagle obok ciebie na scenie pojawi się kędzierzawy jegomość z piwem w ręku i zapyta, czy może z tobą zagrać na 4 ręce.






Jak grać tango?


Mi się to zdarzyło: w czerwcu na festiwalu tanga w Brzegu. Tak poznałem Pablo Murgiera oraz resztę chłopaków z Los Milonguitas Tango. Niezbędna okazała się podzielność uwagi. Z jednej strony przedstawienie trwało, parkiet pełen par tańczących w rytm muzyki. Z drugiej stojące przede mną nuty, na których musiałem się skupić, aby ta muzyka miała rację bytu. Obok zaś Pablo - istna kopalnia pomysłów na interpretację - bawił się muzyką, nie oszczędzając przy tym klawiatury. Nagle poczułem się jak uczeń na letnich kursach. Jak zatem grać tango? Właśnie w ten sposób! Z fantazją, odważnie, ale zawsze tak, by tańczący wiedzieli, kiedy którą nogą postawić kolejny krok.








Czym jest tango dla Was? Mieliście już okazję tańczyć, słuchać albo może grać tango?







Leman





05 kwietnia

Erasmus, czyli dlaczego w Almerii jedzą kluski

Erasmus, czyli dlaczego w Almerii jedzą kluski


Wyjechałam na Erasmusa do Hiszpanii niemalże równo pięć lat temu. Miałam 20 lat, głowę pełną idealizmu i ambicji, nieskażoną jeszcze trudną rzeczywistością, która objawia się jakiś czas po studiach. Czułam, że mogłam wszystko. W dodatku chciałam się rozwijać, zapychać głowę hiszpańskością i ćwiczyć kastylijski akcent, który wówczas niesamowicie mi się podobał. Bo niby gdzie mam się nauczyć hiszpańskiego lepiej niż w Hiszpanii? Ale czy gdybym mogła cofnąć czas i zmienić swoją decyzję dotyczącą wyjazdu na Erasmusa, zrobiłabym to?


Tak.



Nie będziesz miała problemu, żeby się dostać na erasmusa” - mówili


Odkąd tylko zaczęłam studia, wszyscy znajomi ze starszych roczników namiętnie podkreślali jedną rzecz - zdecydowanie ogromnym plusem tych studiów był fakt, że praktycznie każdy miał szansę wyjechać na Erasmusa. Nie było konkursów, rozmów kwalifikacyjnych czy stu osób ubiegających się o jedno miejsce. Co prawda od naszych wyników na studiach zależało prawdopodobieństwo dostania się do wymarzonego miejsca, ale sam wyjazd był raczej pewny. 


Aplikacja na Erasmusa wcale nie była taka łatwa

Zabrałam się za wypełnianie dokumentów już w pierwszym możliwym momencie. Od początku wiedziałam, że zdecyduję się na semestr letni, ponieważ bałam się, że sobie nie poradzę, wyjeżdżając już na zimowy, po zaledwie roku studiów na filologii hiszpańskiej. Pamiętam wciąż tę ogólną ekscytację - podliczanie średniej, opis siebie, wybór miejsca… No właśnie, tutaj utknęłam. Gdybym się nad tym dłużej zastanowiła to powinnam była pewnie sprawdzić ofertę uniwersytetów, ich opinie, ofertę kulturalną danego miejsca, łatwość dotarcia tam z Polski… Oczywiście. Zamiast tego sprawdziłam położenie, dostęp do morza i średnią temperaturę roczną. W ten sposób wybrałam Almerię.

Promenada w Almerii


Czy Almeria na semestr Erasmusa to był dobry pomysł?

Almeria nie jest może centrum Hiszpanii ani erasmusowego świata, ale uroku zdecydowanie jej nie brakuje. To całkiem spore (choć, jak na te rozmiary, słabo zaludnione) miasto na południowo-wschodnim krańcu Hiszpanii. Almeria jest stolicą jednej ze wspólnot autonomicznych w Andaluzji. Pewnie gdybym miała choć trochę wiedzy o współczesnej Hiszpanii, wiedziałabym, że Andaluzja charakteryzuje się dwoma rzeczami - flamenco i cholernie trudnym do zrozumienia akcentem. Niestety takiej wiedzy nie posiadałam i do podjęcia decyzji o wyjeździe wystarczyła mi bliskość plaży i ciepełko. A szkoda, bo może zastanowiłabym się dwa razy. Efekt był taki, że na każdym kroku słyszałam (jak już zrozumiałam, czyli średnio za piątym razem), że jeśli zrozumiem akcent z Almerii to nie będę miała problemów ze zrozumieniem żadnej innej odmiany hiszpańskiego. Łatwo im mówić, to nie oni stali w supermarkecie bite 5 minut wlepiając okrągłe jak pięciozłotówki gały w sprzedawczynię, która starając się nie wypluć czterech, ogromnych klusek zapytała czy chciałabym reklamówkę. 

Almeria z góry

Zamek w Almerii

Pomnik Jezusa w Almerii


W Almerii wszyscy jedzą kluski

Naprawdę. I to bez przerwy, w dodatku mielą je, jakby były mordoklejkami. Słowo daję, przecież nie ma innego wytłumaczenia na to, że ktoś w taki sposób wypowiada słowa. Jeśli kojarzycie scenę z kultowego „Misia” to na pewno wiecie, o czym mówię. Tyle że zamiast seksownego brytyjskiego akcentu wychodzi… almeriense. Musicie o mnie wiedzieć jedną rzecz - jaram się akcentami w hiszpańskim. Na długo przed tym, jak rozpoczęłam swoją filologiczną przygodę byłam zauroczona meksykańskim. Ba, nawet jeszcze na początku studiów kastylijski wydawał mi się zbyt grubo ciosany. Chcąc nie chcąc później się w nim zakochałam, przez co dążyłam do językowej czystości w swoich wypowiedziach. Nawet nauczyłam się seplenić! Dlatego właśnie, kiedy pojechałam do Almerii przeżyłam szok. Jak miałam niby wyćwiczyć swój kastylijski akcent, skoro tu nikt nie był nawet na tyle ambitny, żeby kończyć wyrazy? Na szczęście późniejsze życie, poznani latynosi i wyjazd na kolejną erasmusową przygodę skutecznie wyplenił ze mnie puryzm, oduczył seplenić i na nowo rozkochał w latynoskich wersjach akcentów. Ale o tym jeszcze Wam kiedyś opowiem ze szczegółami 😊

Widok na Almerię z Alcazaby

Alcazaba w Almerii

Czy na Erasmusie trzeba się uczyć?

Mój Erasmus upłynął pod znakiem domówek, na których zbierało się kilkadziesiąt osób, hektolitrów przelanego wina, Wielkanocy z pierogami z koziego sera, podpisywanych namiętnie flag Hiszpanii, podróży małych i dużych i nocy spędzanych w La Clásice. Przytyłam niebotyczną ilość kilogramów (grunt, że dzięki pysznemu jedzeniu), spaliłam skórę na seksowną czekoladę, a włosy urosły mi do pasa i rozjaśniały u nasady do pożądanego odcienia. 

Wielkanoc w Almerii

Widok na Almerię w Hiszpanii

Oczywiście wiele było przyjaźni zawieranych na całe życie, które jednak nie przetrwały próby czasu, parę chwil spędzonych przed laptopem w pokoju, a także sporo rozczarowań. Największe z nich pojawiło się wtedy, kiedy oczekiwania (i zasłyszane opowieści) zderzyły się z rzeczywistością i okazało się, że na Erasmusie jednak trzeba się czasem uczyć. Co prawda nie było tej nauki tak dużo jak na studiach w Polsce, ale była nieporównywalnie trudniejsza, kiedy budynek uniwersytetu mieścił się 200 metrów od morza. 

Droga na Uniwersytet w Almerii

Jeden z przedmiotów wymagał cotygodniowego zaangażowania, czytania niezliczonych stron tekstów i komentowania ich na grupowym forum, ale reszta przebiegała dość bezboleśnie… Do czasu. Przed egzaminem z jednego z przedmiotów zakuwałam dniami i nocami tylko po to, żeby zobaczyć na nim kompletnie nie to, czego spodziewali się chyba wszyscy i w dodatku z punktami ujemnymi za niepoprawne odpowiedzi. Fantastycznie. Zmarnowałam co najmniej trzy dni plażowania, ale przynajmniej udało mi się to zaliczyć, a później mogłam już cieszyć się wspaniałą pogodą, wycieczkami z moją ukochaną paczką erasmusów i wspólnymi kolacjami u Tío Toma.

Almeria nocą

Czy żałuję takiej decyzji wyjazdu na Erasmusa do Hiszpanii?

Często się zdarza, że ktoś pyta mnie, czy gdybym mogła cofnąć czas to zmieniłabym swoją decyzję dotyczącą wyjazdu na Erasmusa - nie wyjechała wcale, bo to przecież pół roku tak daleko od domu i przyjaciół albo zmieniła kierunek, jako że Almeria nie jest wcale centralnym ośrodkiem Erasmusów w Hiszpanii - moja odpowiedź pozostaje niezmienna: tak. 

Tak, gdybym mogła cofnąć czas i trochę pozmieniać w swojej przeszłości z czasów poprzedzających złożenie dokumentów, zrobiłabym to. Zmieniłabym datę, wyjechała już na semestr zimowy i została tam na cały rok.

Jeśli wciąż wahacie się czy warto wyjechać na Erasmusa to przestańcie. WARTO. 

Panorama Almerii Latynosi pod Lupą

Latynosi pod Lupą w Alcazabie w Almerii


Jeśli macie jakieś pytania dotyczące Erasmusa albo życia w Hiszpanii - pytajcie śmiało! Mieszkaliśmy w ramach Erasmusa w Almerii, Walencji i na Kanarach, pracowaliśmy pod Barceloną, a oprócz tego sporo podróżowaliśmy po całej Hiszpanii. Chętnie pomożemy, doradzimy i wesprzemy 😉



M.

Tajemnica piosenki Madonny "La Isla Bonita" rozwiązana!

“UWAGA: Hotel znajduje się na La Palmie (Wyspy Kanaryjskie); NIE w Palmie na Majorce ani Palmie na Gran Canarii”, czyli o tym, jak pojech...