05 kwietnia

Erasmus, czyli dlaczego w Almerii jedzą kluski



Wyjechałam na Erasmusa do Hiszpanii niemalże równo pięć lat temu. Miałam 20 lat, głowę pełną idealizmu i ambicji, nieskażoną jeszcze trudną rzeczywistością, która objawia się jakiś czas po studiach. Czułam, że mogłam wszystko. W dodatku chciałam się rozwijać, zapychać głowę hiszpańskością i ćwiczyć kastylijski akcent, który wówczas niesamowicie mi się podobał. Bo niby gdzie mam się nauczyć hiszpańskiego lepiej niż w Hiszpanii? Ale czy gdybym mogła cofnąć czas i zmienić swoją decyzję dotyczącą wyjazdu na Erasmusa, zrobiłabym to?


Tak.



Nie będziesz miała problemu, żeby się dostać na erasmusa” - mówili


Odkąd tylko zaczęłam studia, wszyscy znajomi ze starszych roczników namiętnie podkreślali jedną rzecz - zdecydowanie ogromnym plusem tych studiów był fakt, że praktycznie każdy miał szansę wyjechać na Erasmusa. Nie było konkursów, rozmów kwalifikacyjnych czy stu osób ubiegających się o jedno miejsce. Co prawda od naszych wyników na studiach zależało prawdopodobieństwo dostania się do wymarzonego miejsca, ale sam wyjazd był raczej pewny. 


Aplikacja na Erasmusa wcale nie była taka łatwa

Zabrałam się za wypełnianie dokumentów już w pierwszym możliwym momencie. Od początku wiedziałam, że zdecyduję się na semestr letni, ponieważ bałam się, że sobie nie poradzę, wyjeżdżając już na zimowy, po zaledwie roku studiów na filologii hiszpańskiej. Pamiętam wciąż tę ogólną ekscytację - podliczanie średniej, opis siebie, wybór miejsca… No właśnie, tutaj utknęłam. Gdybym się nad tym dłużej zastanowiła to powinnam była pewnie sprawdzić ofertę uniwersytetów, ich opinie, ofertę kulturalną danego miejsca, łatwość dotarcia tam z Polski… Oczywiście. Zamiast tego sprawdziłam położenie, dostęp do morza i średnią temperaturę roczną. W ten sposób wybrałam Almerię.

Promenada w Almerii


Czy Almeria na semestr Erasmusa to był dobry pomysł?

Almeria nie jest może centrum Hiszpanii ani erasmusowego świata, ale uroku zdecydowanie jej nie brakuje. To całkiem spore (choć, jak na te rozmiary, słabo zaludnione) miasto na południowo-wschodnim krańcu Hiszpanii. Almeria jest stolicą jednej ze wspólnot autonomicznych w Andaluzji. Pewnie gdybym miała choć trochę wiedzy o współczesnej Hiszpanii, wiedziałabym, że Andaluzja charakteryzuje się dwoma rzeczami - flamenco i cholernie trudnym do zrozumienia akcentem. Niestety takiej wiedzy nie posiadałam i do podjęcia decyzji o wyjeździe wystarczyła mi bliskość plaży i ciepełko. A szkoda, bo może zastanowiłabym się dwa razy. Efekt był taki, że na każdym kroku słyszałam (jak już zrozumiałam, czyli średnio za piątym razem), że jeśli zrozumiem akcent z Almerii to nie będę miała problemów ze zrozumieniem żadnej innej odmiany hiszpańskiego. Łatwo im mówić, to nie oni stali w supermarkecie bite 5 minut wlepiając okrągłe jak pięciozłotówki gały w sprzedawczynię, która starając się nie wypluć czterech, ogromnych klusek zapytała czy chciałabym reklamówkę. 

Almeria z góry

Zamek w Almerii

Pomnik Jezusa w Almerii


W Almerii wszyscy jedzą kluski

Naprawdę. I to bez przerwy, w dodatku mielą je, jakby były mordoklejkami. Słowo daję, przecież nie ma innego wytłumaczenia na to, że ktoś w taki sposób wypowiada słowa. Jeśli kojarzycie scenę z kultowego „Misia” to na pewno wiecie, o czym mówię. Tyle że zamiast seksownego brytyjskiego akcentu wychodzi… almeriense. Musicie o mnie wiedzieć jedną rzecz - jaram się akcentami w hiszpańskim. Na długo przed tym, jak rozpoczęłam swoją filologiczną przygodę byłam zauroczona meksykańskim. Ba, nawet jeszcze na początku studiów kastylijski wydawał mi się zbyt grubo ciosany. Chcąc nie chcąc później się w nim zakochałam, przez co dążyłam do językowej czystości w swoich wypowiedziach. Nawet nauczyłam się seplenić! Dlatego właśnie, kiedy pojechałam do Almerii przeżyłam szok. Jak miałam niby wyćwiczyć swój kastylijski akcent, skoro tu nikt nie był nawet na tyle ambitny, żeby kończyć wyrazy? Na szczęście późniejsze życie, poznani latynosi i wyjazd na kolejną erasmusową przygodę skutecznie wyplenił ze mnie puryzm, oduczył seplenić i na nowo rozkochał w latynoskich wersjach akcentów. Ale o tym jeszcze Wam kiedyś opowiem ze szczegółami 😊

Widok na Almerię z Alcazaby

Alcazaba w Almerii

Czy na Erasmusie trzeba się uczyć?

Mój Erasmus upłynął pod znakiem domówek, na których zbierało się kilkadziesiąt osób, hektolitrów przelanego wina, Wielkanocy z pierogami z koziego sera, podpisywanych namiętnie flag Hiszpanii, podróży małych i dużych i nocy spędzanych w La Clásice. Przytyłam niebotyczną ilość kilogramów (grunt, że dzięki pysznemu jedzeniu), spaliłam skórę na seksowną czekoladę, a włosy urosły mi do pasa i rozjaśniały u nasady do pożądanego odcienia. 

Wielkanoc w Almerii

Widok na Almerię w Hiszpanii

Oczywiście wiele było przyjaźni zawieranych na całe życie, które jednak nie przetrwały próby czasu, parę chwil spędzonych przed laptopem w pokoju, a także sporo rozczarowań. Największe z nich pojawiło się wtedy, kiedy oczekiwania (i zasłyszane opowieści) zderzyły się z rzeczywistością i okazało się, że na Erasmusie jednak trzeba się czasem uczyć. Co prawda nie było tej nauki tak dużo jak na studiach w Polsce, ale była nieporównywalnie trudniejsza, kiedy budynek uniwersytetu mieścił się 200 metrów od morza. 

Droga na Uniwersytet w Almerii

Jeden z przedmiotów wymagał cotygodniowego zaangażowania, czytania niezliczonych stron tekstów i komentowania ich na grupowym forum, ale reszta przebiegała dość bezboleśnie… Do czasu. Przed egzaminem z jednego z przedmiotów zakuwałam dniami i nocami tylko po to, żeby zobaczyć na nim kompletnie nie to, czego spodziewali się chyba wszyscy i w dodatku z punktami ujemnymi za niepoprawne odpowiedzi. Fantastycznie. Zmarnowałam co najmniej trzy dni plażowania, ale przynajmniej udało mi się to zaliczyć, a później mogłam już cieszyć się wspaniałą pogodą, wycieczkami z moją ukochaną paczką erasmusów i wspólnymi kolacjami u Tío Toma.

Almeria nocą

Czy żałuję takiej decyzji wyjazdu na Erasmusa do Hiszpanii?

Często się zdarza, że ktoś pyta mnie, czy gdybym mogła cofnąć czas to zmieniłabym swoją decyzję dotyczącą wyjazdu na Erasmusa - nie wyjechała wcale, bo to przecież pół roku tak daleko od domu i przyjaciół albo zmieniła kierunek, jako że Almeria nie jest wcale centralnym ośrodkiem Erasmusów w Hiszpanii - moja odpowiedź pozostaje niezmienna: tak. 

Tak, gdybym mogła cofnąć czas i trochę pozmieniać w swojej przeszłości z czasów poprzedzających złożenie dokumentów, zrobiłabym to. Zmieniłabym datę, wyjechała już na semestr zimowy i została tam na cały rok.

Jeśli wciąż wahacie się czy warto wyjechać na Erasmusa to przestańcie. WARTO. 

Panorama Almerii Latynosi pod Lupą

Latynosi pod Lupą w Alcazabie w Almerii


Jeśli macie jakieś pytania dotyczące Erasmusa albo życia w Hiszpanii - pytajcie śmiało! Mieszkaliśmy w ramach Erasmusa w Almerii, Walencji i na Kanarach, pracowaliśmy pod Barceloną, a oprócz tego sporo podróżowaliśmy po całej Hiszpanii. Chętnie pomożemy, doradzimy i wesprzemy 😉



M.

22 komentarze:

  1. U nas były rozmowy kwalifikacyjne, listy motywacyjne i inne cuda. No i oczywiście multum chętnych na te najbardziej prestiżowe uniwersytety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, to reczywiście ciężko się dostać, zwłaszcza tam, gdzie by się chciało pojechać. U nas na szczęście było podpisanych dużo umów z uczelniami, a do tego nasz insytut filologiczny był dość niewielki, więc nie mieliśmy problemu :)

      Usuń
  2. Erasmus to doskonała okazja, żeby wymienić się doświadczeniem i poznać nową kulturę :) To fajny czas, który dobrze wspominam :) Choć ja akurat na Erasmusie byłam w Szwecji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szwecja też jest świetna! Byłam tam niestety tylko na wakacjach, ale bardzo mi się podobało, fajny kraj, bardzo przyjazny. A na jak długo byłaś na Erasmusie?

      Usuń
  3. Ach, urokliwa Hiszpania! :) Słońce, morze, wcale się nie dziwię, że trudno się skupić na nauce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, to prawda! A do tego zimniutka sangria, tapas i niczego więcej do szczęścia nie trzeba :)

      Usuń
  4. Erasmus to świetna sprawa :) Można poznać inną kulturę, poprawić umiejętności językowe, nawiązać nowe znajomości, dobrze się bawić i wiele można jeszcze tak wymieniać. Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie moglibyśmy być bardziej zgodni! Erasmus to fantastyczna okazja na otworzenie się, poszerzenie swoich horyzontów i przełamanie barier :) Dziękujemy!

      Usuń
  5. Bardzo urokliwe miejsce. Słońce i wspaniałe jedzenie

    OdpowiedzUsuń
  6. Część fotografii widziałam na insatgramie :) kluskowa anegdota mnie rozbawiła :D Czasem na erasmusie wzywa sesja, ale jednak w większości to zabawa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, część fotek pojawiła się na instagramie. Niosą ze sobą tyle wspomnień i emocji, że dzielimy się nimi wszedzie.
      Z klusek tez się śmiejemy, zwlaszcza teraz, ale były momenty, kiedy nas to przerażało :)

      Usuń
  7. U nas na studiach zachęcali już na pierwszym roku, by wybrać się na Erasmusa. Na razie nie jestem do tego aż tak bardzo przekonana, ale mam jeszcze czas, żeby się zdecydować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z własnego doświadczenia wiemy, że to naprawdę dobra decyzja. My też mieliśmy wiele watpliwości, ale podjęliśmy wyzwanie i nie żałujemy. To idealna szansa by poznać nowe miejsca, ludzi, kulturę i, przede wszystkim, codzienność innego kraju.
      Gdybyś miał jakieś wątpliwości, pytania, zapraszamy do kontaktu. Chętnie podpowiemy, poradzimy.

      Usuń
  8. Piękne zdjęcia :) Piękne miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Almería to wyjatkowe miejsce, gdzie widać mieszankę kultur. A wszystko to skąpane w słońcu :) Polecamy wybrać się tam, by zobaczyć to miasto na żywo :)

      Usuń
  9. U nas niestety nie każdy kierunek kwalifikował sie do wyjazdu na erasmusa. Sama nie wiem czy bym sie zdecydowała, bo dla mnie barierą nie do pokonania, od wielu lat, jest jezyk obcy. Żaden mi nie zostaje dłużej w głowie niż kilka godzin... Poważnie! Może Twoje wybory nie były trafne w 100%, ale jak widać to masz mimo wszystko miłe wspomnienia, a to ważne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpliwości bylo naprawdę sporo, ale warto podjąć taką decyzję. To wspaniała okazja do nauki języka obcego, używania go na codzień, w różnych sytuacjach, bardziej i mniej spodziewanych. Ze słownikiem w kieszeni i odrobiną odwagi można osiągnąć naprawdę wiele.
      Jeżeli masz jeszcze możliwość wyjzdu spróbuj. Jeżeli nie studia to może praktyki?

      Usuń
  10. Też miałyśmy za czasów studiów ochotę wyjechać na Erasmusa ale właśnie nauka w innym kraju nas trochę odstraszyła :P Ale widoki są przepiękne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauka w innym kraju bywa trudna, zwłaszcza w momencie, kiedy problemem staje się znajomość języka. Z drugie strony jest to wspaniała okazja to zbierania doświadczenia, poznania innych metod nauczania, zdobywania kontaktów. Mimo, że czasami radość zabawy przysłaniały egzaminy i przygotowanie się do zaliczeń. Prawda jest taka, że najtrudniejsze jest podjąć decyzję o wyjeździe.
      Jeżeli macie jezcze szansę skorzystajcie - naprawde warto!

      Usuń
  11. Za czasów moich studiów jeździło się na praktyki do Grecji na 3 miesiące. Ja nie pojechałam i żałuję, choć było to ponad 10 lat temu...

    OdpowiedzUsuń
  12. może jeszcze zdarzy się okazja, zeby wyjechać. Nasze doświadczenie mówi, że nigdy nic nie wiadomo :)
    Życzymy ci, żebyś miała jeszcze kiedyś możliwość wyjazdu, i, zebyś wiedziałs jaką decyzję wtedy podjąć :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się nasz post, pozostaw po sobie jakiś ślad w postaci komentarza, będzie nam bardzo miło :) Pozdrawiamy i zapraszamy Cię do nas ponownie!

Tajemnica piosenki Madonny "La Isla Bonita" rozwiązana!

“UWAGA: Hotel znajduje się na La Palmie (Wyspy Kanaryjskie); NIE w Palmie na Majorce ani Palmie na Gran Canarii”, czyli o tym, jak pojech...